Naturalnym zjawiskiem jest, że każdy fotograf z biegiem czasu powiększa swoją kolekcję sprzętu o nowe zabawki. Właśnie skończyłem pakować sprzęt na reportaż i z tej okazji postanowiłem napisać o tym co siedzi w naszych torbach. Zabawa w fotografię do najtańszych nie należy. Jeśli dopiero zaczynasz, odradzam inwestowanie grubej kasy w sprzęt z górnej półki. Rozwój sprzętowy powinien iść w parze z rozwojem umiejętności i wiedzy. Nigdy nie staraj się nadrobić braków lepszym aparatem. To zadziała mniej więcej jak nauka jazdy w Bugatti Veyronie. Starałem się objaśnić to w poradniku „Chcę zostać fotografem”.


Przejdźmy do konkretów.
Aparaty:Fuji X-Pro 1 – mój ukochany aparat. Ma wiele zalet i wiele wad, ale właśnie na tym polega miłość. Jest lekki i niepozorny. Największym plusem jest to, że nikt z takim aparatem nikt nie bierze mnie serio. Dzięki niemu mogę pracować dużo dyskretniej. Dawno wyrosłem już z kompleksu dużego aparatu, pomógł mi ból pleców. To jedyny aparat, który zawsze chętnie zabiorę ze sobą z domu. W przeciwieństwie do lustrzanek nie wyrobi mi bicepsów. Ostrością zdjęć potrafi zawstydzić Canona z najlepszym szkłem. Wady? Mimo wielu poprawek programowych nadal zbyt wolny i nieprecyzyjny autofocus. No i nieszczęsna matryca APS-C zmniejszająca urok głębi ostrości.


Canon 6D – gdyby wyszedł w tym samym czasie co 5d mark III to pewnie teraz miałbym dwie sztuki. „Szóstkę” pokazał mi kumpel przy okazji jednego reportażu. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Szukałem wtedy alternatywy dla starego 1D mark III, który z powodzeniem w razie potrzeby mógł służyć jako młotek czy kotwica i przez swoją wagę był po prostu męczący. Ten aparat nie ma wad, nawet nie próbuj ich wymyślić bo za te pieniądze żadnej z nich nie da się brać serio. A wi-fi w połączeniu z tabletem działa super.


Canon 5D mark III – starszy brat 6D. Absurdalnie drogi i wcale nie lepszy niż 6D. Ma jakieś tam szmery bajery i niby jest porządniej wykonany (przez to cięższy, a moją opinię o ciężkich aparatach już znacie). Za tę kasę lepiej kupić 6D i resztę wydać na dobre szkło. Nie zrozumcie mnie źle, ten aparat jest bliski ideału, ale w kwestii cena/jakość przegrywa z „szóstką” jak traktor z samolotem.


Canon 5D mark II – staruszek siedzi jako zapas w torbie. Raczej poprawia mi samopoczucie swoją obecnością niż faktycznie do czegoś się przydaje. Ma co trzeba i nic więcej.


Obiektywy:Fujinon 35 f/1.4  – odpowiednik 50mm na pełnej klatce. Ostry jak żarty o Żydach. Canonowska 50ka 1.2 może czyścić mu dekielki.


Fujinon 18 f/2.0 – odpowiednik 27mm na pełnej klatce. Dla mnie idealny reporterski kąt widzenia. Do tego mały i zgrabny więc zmieści się nawet w damskiej torebce. Mógłbym nim zrobić cały reportaż. Szkoda trochę światła („tylko” f/2.0).


Canon 50 f/1.2– najjaśniejszy z rodziny. Z takim światłem poradzi sobie świetnie nawet w kreciej norze. O głębi ostrości nawet nie wspominam, bo nie ma sobie równych. Niestety z wiekiem celność AF trochę podupadła.


Canon 16-35 f/2.8 II – jedyny zoom w torbie. Szeroki kąt do dynamicznych ujęć. Trochę rozleniwia i najczęściej (niestety) używam go w dolnych wartościach ogniskowej (chociaż staram się tego oduczyć). Optycznie bez zarzutu, znacznie lepiej niż jego starsza wersja.


Canon 135 f/2.0 – nazwijmy go „portretowym”. Chociaż nieczęsto jest używany przez nas w tym celu. Dobry do ujęć zza krzaka. Bardzo jasny jak na tą ogniskową.


Canon TS-E 90 f/2.8 – obiektyw typu tilt-shift. Uwielbiam bawić się rozmyciami płaszczyzn i współczuje tym, którzy starają się je oddać w Photoshopie. Świetny do sesji w plenerze.


Lampy:

Tu nie ma co się rozpisywać. Na zdjęciu nie ma jedynie 580EX, bo nią błyskałem. Przerzuciliśmy się na 430EX – są lżejsze i tańsze. Do tego lampa Fuji, której używam sporadycznie bo Fuji z lampą traci urok.

Wyzwalacze radiowe:

Nie jestem wielkim fanem strobingu. Mimo wszystko posiadam Pixel Kingi, dzięki którym mogę od czasu do czasu pobłyskać w plenerze bez obwieszania się kablami. Zawsze szkoda mi było kasy na Pocket Wizardy. Pewnie kupiłbym je gdybym częściej świecił. Niestety Kingi są dość zawodne i ich jedynym plusem jest cena. Często resetują ustawienia lamp lub wyzwalają pełny błysk co potrafi wkurzyć.

Dodatki:

Pasek reporterski – klasyczny pasek do aparatu jest dobry jeśli planujemy samobójstwo przez skok z mostu i szukamy dobrego obciążenia. Przy wielogodzinnej pracy z ciężką lustrzanką pasek reporterski jest niezastąpiony. Wspieram polskie rozwiązania firmy Reporter Strap. Tutaj widać pasek na dwa aparaty z możliwością rozdzielenia na jeden. Wygoda jest niesamowita. Musiałem jedynie poddać małym przeróbkom końcówki wkręcane w gwint złączki od statywu, aby nie drapały aparatu.

Karty pamięci – tylko SanDisk Extreme. Na innych firmach się przejechałem i już nie próbuję. Wyznaję politykę wielu mniejszych kart (max. 8GB). W razie awarii nie stracę wszystkiego. Seria Extreme jest na tyle szybka, że nie grozi mi zapchanie bufora, co bywa irytujące.


Filtr szary – kiedy najdzie mnie na błyskanie to lubię używać małych przesłon. Dzięki filtrowi jest to możliwe. Pamiętajcie, żeby na filtrach nie oszczędzać. Słabe potrafią popsuć jakość zdjęć. Jeśli posiadacie więcej obiektywów polecam system Cokin, dzięki niemu wystarczy jeden filtr do wszystkich szkieł. Nie praktykuję filtrów UV.


Szara karta – do ustawiania balansu bieli w trudnych warunkach.


A to wszystko noszę w przepastnej torbie LowePro lub plecaku Benro na piesze wędrówki.

Plany?

W tym rok moim must have jest Sigma 35 f/1.4.
To by było mniej więcej wszystko. O drobiazgach nie ma sensu pisać. Ten zestaw ma wszystko czego potrzebuję na co dzień. Pewnie da się zauważyć, że unikam „zoomów”. Bo zoomy to zło… I tego się trzymajmy.

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail