Jeśli czytaliście zapowiedź tego wywiadu to wiecie z jakiej okazji spotkałem się z Olą. Cieszę się, że znalazła dla mnie tego dnia dodatkowe 45 minut, które wykorzystaliśmy na szczerą rozmowę.  Zależało mi na osobistym spotkaniu i (jak to bywa z zapracowanymi istotami) musiałem swoje odczekać żeby do niego doszło. Mogłem pójść na łatwiznę, przygotować pytania i wysłać je mailem, ale uznałem, że rozmowa na żywo jest bardziej wiarygodna. Nie ma czasu na wyważanie odpowiedzi i myślenie o tym czy mówi się „poprawnie politycznie”. Ola z resztą nawet nie próbowała mówić pod publikę i mam nadzieję, że docenicie ją za szczerość oraz otwartość. Na wiele pytań nie starczyło czasu, może kiedyś to nadrobimy. Osobiście zazdroszczę Oli wielkiej determinacji, pracowitości i wróżę wiele sukcesów. Mam nadzieję, że ten wywiad zmotywuje Was do działania.

Pierwsze pytanie będzie dość banalne, czyli…
Jak się zaczęło?

Dokładnie.
Zaczęło się bardzo prosto, tańczyłam przez 10 lat i była to moja pierwsza miłość, moja pierwsza pasja. Przytrafiły się pierwsze kontuzje, problemy ze zdrowiem i nagle okazało się, że nie mogę kontynuować. Musiałam bardzo szybko znaleźć coś co wypełni mój cały czas wolny. Jako, że był to bardzo trudny okres w moim życiu, musiałam przelać na to wszystkie brudy, które tworzyły mi się w głowie. Właściwie fotografia wyszła z przypadku, miałam jakąś pierwszą cyfrówkę i jak już zaczęłam robić pierwsze zdjęcia, to dalej poszło lawinowo i na maksa się wkręciłam. Z biegiem czasu myślę, że to bardzo dobrze, że taniec nie wypalił, bo foty to coś bliższego mi.

I kiedy to było? Jak dawno temu zaczynałaś?
6 lat temu.

Czyli stosunkowo niedawno. Czuję się jak dinozaur.
Tak. Zawsze jak mówię to klientom to mówią, że to niemożliwe.

Od czego w takim razie zaczęłaś, tzn. jaki to był sprzęt, i dlaczego?
O sprzęcie nie ma co mówić, zaczęłam bardzo tradycyjnie. Gdyby ludzie obejrzeli moje pierwsze zdjęcia to chyba by poumierali ze śmiechu. Robiłam masę autoportretów, dlatego że za bardzo wstydziłam się prosić kogoś o pozowanie. Uważałam, że jestem za słaba. Nie chciałam nikogo skrzywdzić moimi zdjęciami, więc traktowałam siebie jako królika doświadczalnego. Gdy nabrałam trochę wprawy postanowiłam spytać koleżanki z podwórka czy zechciałyby mi zapozować. Zaczęło się robić fajnie. Rok czy dwa później dostałam  pierwszą modelkę agencyjną. To była Iza, taka piegowata, śliczna dziewczyna…

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Komar Cię gryzie.
Musi być ten komar w wywiadzie :)

OK. Będzie.
… No i wtedy już jakoś dalej to poszło. Dostałam takiego kopa, to był taki fajny przełom. Wiesz, agencyjna modelka chciała ze mną pracować, do tego była bardzo zadowolona ze zdjęć. To dla mnie znaczyło, że mogę iść w to dalej.

Zaczynałaś na analogu czy jednak cyfra?
Nieee, cyfra, cyfra. Bałam się strasznie analoga. Poza tym miałam taki problem, że u siebie w Tomaszowie (Tomaszów Mazowiecki, przyp. Marcin) nie miałam gdzie tego wołać, ani skanować. Wiesz, teraz w dobie cyfry wszystko jest trudno dostępne, filmy są cholernie drogie. To było dla mnie dużym utrudnieniem na samym początku. Dlatego używałam cyfrowego aparatu. Na początku była to zwykła małpka, jej bateria trzymała szalone dwie godziny. Moim pierwszym normalnym aparatem był Nikon D50 z kitowym obiektywem, którym bardzo długo robiłam zdjęcia. Mam bardzo dużo zdjęć robionych nim i ludzie nie są w stanie uwierzyć, że tak dużo można z niego wyciągnąć. Do tej pory nie sprzedałam tego aparatu. Mam go na pamiątkę.

Ale jednak jesteś znana z tego, że robisz zdjęcia głównie analogiem. Jak to się stało, że rzuciłaś w kąt cyfrę i zaczęłaś robić średnim formatem?
Żyłam takim przekonaniem kiedy chciałam złożyć papiery na filmówkę (Łódzka Szkoła Filmowa, przyp. M), że tam bez analoga ani rusz. Takie legendy krążyły.

To nie prawda?
Jeszcze parę lat temu rzeczywiście było to ważne. W tej chwili w ogóle. Pomyślałam, że fajnie by było mieć chociaż parę fot w teczce, które pokażą, że ogarniam i czuje się w tym dobrze. Moim pierwszym aparatem analogowym był jakiś Lubitel, którego dostałam od znajomej, nie miałam pojęcia co z nim zrobić. Potem był Pentacon, którym trochę się zraziłam ponieważ mam wadę wzroku i ostrzyłam totalnie na ślepo. Bardzo przeszkadzało mi to w pracy i byłam przez to niezadowolona z efektów. Później poznałam mojego przyjaciela, który zaczął namawiać mnie żeby zainwestować i kupić coś lepszego. Pierwszy był chyba Arax (odpowiednik Kieva). Jak zobaczyłam plastykę średniego formatu na dobrze naświetlonym, ostrym i poprawnie zeskanowanym zdjęciu (co też jest bardzo ważne), stwierdziłam, że cyfra idzie na razie w kąt.

A gdybyś miała komuś doradzić jak zaczynać, to sugerowałabyś przebrnąć przez początki na analogu czy wg Ciebie jest wszystko jedno od czego się zaczyna.
Bardzo dużo osób, które miało zajawkę z fotografią z czasem zrezygnowało, bo wszyscy specjaliści im mówili, że tylko analog wchodzi w grę. A ja bym doradzała raczej kupno jakiejś tańszej lustrzanki cyfrowej i by popróbowali, ale nauczyli się wszystkiego na trybie manualnym. Czyli jak poprawnie ustawić ekspozycję, co to jest przysłona i tak dalej. Dopiero potem, kiedy zdobędą już podstawy, kupili sobie jakiś analogowy mały obrazek. Według mnie łatwo się zniechęcić jeżeli nie ma się kogoś kto tego nauczy.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Powiedz w takim razie czy jesteś całkowitym samoukiem, czy może brałaś udział w jakichś warsztatach, kursach itp.?
To była nauka na błędach. Kiedy już wiedziałam, że fotografia to moja droga i że chcę w tym kierunku iść, bo nic innego nie sprawi mi takiej radości zaczęłam od tego czasu aż do dziś pracować jak fabryka. Produkuję masę zdjęć i dzięki temu, że mam taką dużą częstotliwość robiłam masę błędów. To nauczyło mnie bardzo dużo. Tak samo było z retuszem, obsługą Photoshopa, Ligtrooma itd. Wszystko było na zasadzie prób i błędów. Jeszcze do niedawna ten mój retusz był jak wymyślanie na nowo koła. A jeżeli nawiązujesz do szkoły, jestem teraz na czwartym roku Łódzkiej Szkoły Filmowej i jest to wydział operatorski na kierunku fotografii, więc oficjalnie uczę się jej, ale szkoła jedynie otworzyła mi oczy na inne rodzaje fotografii, których nie znałam i nauczyła mnie dużo teorii jeżeli chodzi o historię sztuki, nawiązania, konteksty. Technicznie rzeczywiście jestem samoukiem i nigdy nie brałam udziału w żadnych warsztatach czy czymś podobnym.

No właśnie, często spotykam się z pytaniami od osób, które właśnie zdały maturę i wkręciły się w fotografię. Pytają co mają dalej zrobić, czy zainwestować pieniądze w sprzęt, czy może jednak wydać je na naukę w szkole. Co jest wg Ciebie ważniejsze? Załóżmy, że masz pulę pieniędzy do wydania i możesz zainwestować w dobry sprzęt, lub iść do dobrej szkoły.
To zależy. Myślę, że najpierw warto podzielić ludzi na dwa typy. Jeżeli ktoś chce być tak zwanym rzemieślnikiem, pracować w reklamie, modzie, gdzie panuje podejście typowo produktowe, to niech kupi dobry sprzęt i ćwiczy, ćwiczy, ćwiczy, ćwiczy. Niech szuka nowych sposobów świecenia, zamknie się w studiu na tydzień i próbuje wszystkiego. Natomiast jeżeli ktoś chciałby iść w bardziej artystyczną stronę niech idzie do szkoły. Szkoła rozwinie mu skrzydła, pomoże zrozumieć wiele kwestii i pomoże od strony organizacji wystaw. Na przykład u mnie jest na to duży nacisk. To jest bardzo ważne, ale dla mnie niezbyt przydatne.

Ok, jeżeli przebrnie się przez tę fazę zajawki i odnajdzie się w fotografii to wtedy…
To wtedy jest już tylko gorzej (śmiech).

No tak, taka krąży opinia, sam tego doświadczam, ale powiedz jak przełożyć to na pieniądze, jak zacząć zarabiać na fotografii? Wiem, że nie ma na to złotego przepisu, ale powiedz jak oceniasz Polskę pod kątem rynku.
Trudne zadajesz pytania. Ja miałam fajny start, bo bardzo długo robiłam zdjęcia tylko dla siebie i zarabiałam na innych rzeczach. Później miałam to wielkie szczęście, że ludzie po prostu zaczęli się do mnie zgłaszać. Wiadomo, że na początku były to jakieś grosze, ale dla mnie –  zapalonego fotografa, to, że dostaję w ogóle jakieś pieniądze za to co kocham było spełnieniem marzeń. Im więcej robiłam zdjęć tym więcej propozycji się pojawiało. Myślę natomiast, że jeżeli ktoś mniej się promuje w sieci, czy jest mniej aktywny to powinien przygotować portfolio, ofertę i rozsyłać ją do różnych firm czy też chodzić na rozmowy kwalifikacyjne, ale najważniejsza jest wydrukowana książka bo robi to bardzo dobre wrażenie. Większość myśli, że przygotują PDF’a i będzie super. Tak na prawdę nic nie zrobi takiego wrażenia na kliencie jak papier.

Strasznie ubolewam, że nie udało Ci się przynieść Twojego nowego portfolio, bardzo chciałem je zobaczyć i nadal bardzo chcę kupić Twój album. (Jakiś czas temu Ola wrzuciła zapowiedź swojego nowego drukowanego portfolio na FB i w ten sposób rozochociła swoich fanów możliwością zdobycia własnego egzemplarza. Sprzedaż jednak na razie wyklucza) .
Musimy w takim razie umówić się na następną kawę na oglądanie.

Mam nadzieję :) Podsumowując, jeżeli ktoś ma talent i samozaparcie to znajdzie pracę.
Tak, to samozaparcie, o którym przypomniałeś jest bardzo ważną cechą i określiła bym je jako najważniejszą rzecz ze wszystkich, o których mówiliśmy. Można być bardzo utalentowanym człowiekiem (takich jest masa w Polsce), ale przez to że nie mają parcia na pracę to nie przynosi to oczekiwanych efektów.

A nie masz wrażenia, że młodemu pokoleniu fotografów brakuje trochę pokory? Ludzie już po dwóch miesiącach po jakichś warsztatach (których teraz na rynku jest milion), nauczą się podstaw Lightrooma, Photoshopa, lizną trochę błysku i nagle uważają, że mogą podbijać światowe rynki.
Oczywiście, że tak. Wiesz, mam takiego kolegę, który do mnie pisał z pytaniem czy mogłabym mu udzielić warsztatów. Odmówiłam mu bo na razie z tego rezygnuję. Wiem, że poszedł na jakieś spotkania/warsztaty i po dwóch miesiącach robił już swoje własne. Specjalista. To jest trochę jaskrawy przypadek, ale rzeczywiście tak się dzieje. Jest w niektórych ludziach troszeczkę za mało pokory, ale myślę, że czas bardzo szybko to zweryfikuje. To są takie szybko zapalające się i równie szybko gasnące zajawki. Widać to po rynku, pracują głównie ludzie, którzy rzeczywiście mają wiedzę i brną do przodu, bo wspomniani wcześniej fotografowie pojawiają się równie prędko jak znikają.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Powiedz w takim razie czy według Ciebie znajomości są potrzebne?
Będę zlinczowana, ale… oczywiście, że są. Z roku na rok wychodzi jak bardzo mocno są potrzebne. Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że wcale nie trzeba, że mogę robić swoje i praca sama przyjdzie. I rzeczywiście to przychodzi, ale z wielkim trudem, w bólach i cierpieniach. Bardzo trudno zdobyć klienta, który Ci zaufa dlatego, że jesteś dobry, a nie dlatego, że ktoś Cię polecił. Myślę, że jest łatwiej jeśli masz kontakty, ale nie na zasadzie „ojciec zatrudnia córkę”. Jest bardzo ważne w komercji, aby klient Cię poznał i polubił. Dlatego warto się obracać wśród ludzi z branży. Dla mnie jest to ogromnym wyzwaniem, bo nie jestem taką osobą i ciężko mi to przychodzi. Imprezowanie i afterparty to nie moje klimaty.

Faktycznie, czasami jedno dobre słowo od zaufanej osoby wystarczy żeby załatwić dobre zlecenie.
Nawet gdybyś był dużo lepszy od osoby, która jest polecona to czasem po prostu wygrywa fakt, że kogoś się lubi. Komfort pracy z kimś już poznanym i fajna atmosfera na sesji jest bardzo ważnym elementem współpracy.

Udaje Ci się w tym momencie bez problemu wyżyć z fotografii?
Tak, już od dosyć długiego czasu. To znaczy sama utrzymuję się odkąd skończyłam 18 lat, ale na godnym poziomie, na który absolutnie nie mogę narzekać utrzymuję się od około dwóch lat. Trzy-cztery lata temu było tak, że czekało się do przysłowiowego pierwszego. Teraz jest na prawdę dobrze i mam ten luksus, że mogę odłożyć sobie i na jakieś wakacje i na dodatkowy sprzęt.

A czego robisz w tym momencie najwięcej?
Najwięcej pracuję z projektantami. Tworzę lookbooki, sesje wizerunkowe, również dla projektantów biżuterii. Ale ostatnio zauważyłam też tendencję zwyżkową u większych firm-typowych sieciówek. Są to fajni klienci, którzy przychodzą do Ciebie co sezon jeżeli są zadowoleni. Ale trafia się też dużo pojedynczych zleceń, które dużo mnie nauczyły. Na przykład sesje biznesowe, które też są wymagające, czy różne mniejsze zlecenia, które zawsze wnoszą coś nowego.

Nie boisz się wypalenia zawodowego?
Na maksa boję się tych słów i sytuacji gdy przyjdzie czas kiedy stwierdzę, że to już mnie nie bawi. Jest to jeden z moich największych koszmarów życiowych.

Ale masz jeszcze czas na swoje autorskie projekty? Czasami dochodzi do sytuacji kiedy robi się tak dużo zleceń komercyjnych, że człowiek swój wolny czas zaczyna poświęcać na odpoczynek, a nie swoje własne sesje.
Właśnie myślę, że to jest droga do sukcesu, żeby się nie wypalić, żeby mimo wszystko brnąć w swoje rzeczy. Oczywiście za to płacimy odpowiednio wysoką cenę. Ja przypłacam to bardzo małą ilością snu, ale coś za coś. Gdybym teraz skupiła się tylko na pracy komercyjnej i miałabym troszeczkę więcej czasu dla siebie to pewnie po prostu bym to znienawidziła za parę lat. Przez to, że wciskam przez cały czas swoje projekty, które sprawiają mi radochę i wiem, że dzięki pracy komercyjnej mogę sobie spokojnie na nie pozwolić to właśnie nadaje fajnego trybu mojemu życiu – raz przyjemność, raz praca.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

 

To teraz trochę niewygodne pytanie-  co sądzisz o fotografii ślubnej?
Mam ogromny, wielki szacun do wszystkich fotografów ślubnych. Oczywiście mówię o fotografach, którzy są na fajnym poziomie i robią dobre, ciekawe, ładne śluby, na przykład wy z Natalią.

(Śmiech). Dobra dobra, pomijając mnie i Natalię, sądzisz że jak dużo jest dobrych fotografów ślubnych w Polsce. Takich, których faktycznie brała pod uwagę, gdybyś planowała ślub.
Gdybym planowała to pewnie byłoby ich pięciu – ośmiu z całej Polski.

Czemu tak mało?
Jesteśmy troszeczkę w tyle za większością świata, za Europą. W naszym kraju nadal panuje przekonanie, że zdjęć ślubnych ma być dwa tysiące, mają być zdjęcia z wujkiem Tadkiem, który je rosół, a w ogóle nie mamy takiego podejścia, że czasami lepiej zrobić fajne ujęcia gdzie tak na prawdę nie za wiele widać, ale zdjęcie będzie ładne artystycznie. Myślę, że nie ma popytu na takie zdjęcia, to jest problem. Im ludzie będą więcej oglądać dobrych zdjęć, im będą bardziej świadomi co jest fajniejsze tym będzie więcej lepszych fotografów. Dopóki jest zapotrzebowanie na „panów z wąsem” to rynek będzie słaby. Ale nasi fotografowie z rodzimego podwórka, którzy są w tej pierwszej dziesiątce na prawdę niczym nie odbiegają. Mi też się zdarza robić śluby i to jest koszmarnie ciężka robota. Bardzo podziwiam za to fotografów ślubnych i kompletnie nie rozumiem jakichś głupich żartów pod ich adresem.

Właśnie o to chciałem zapytać. Jak sądzisz, dlaczego wytworzyła się taka opinia, że fotograf ślubny jest niższy rangą niż fotograf np. reklamowy.
Dlatego mówiłam przed chwilą o panu z wąsem. Po prostu większość osób takie zdjęcia ślubne kojarzy. Bo takie zdjęcia funkcjonują od 20-30 lat i są powielane. Ślub się kojarzy z chałturą, z wiochą, nie ma się co oszukiwać. Dopiero teraz powoli pojawia się postrzeganie fotografów ślubnych jako kogoś ekskluzywnego i ciekawego. Zawsze staram się przygaszać takie osądy i żarty. Łatwo się z tej pracy śmiać, a tu dostajesz aparat, musisz przez dwanaście godzin biegać w pełnym ukropie i masz tylko parę sekund na każdą sytuację. Podejrzewam, że większość ludzi, którzy nie szanują fotografów ślubnych nigdy nie potrafiłaby przejść takiej szkoły życia.

Czyli też podejmujesz się ślubów i nie gardzisz tym?
Zdarza się. Absolutnie tym nie gardzę.

Pracujesz wtedy w duecie z Adrianem (chłopak Oli)?
To zależy. Jeszcze jakiś czas temu robiłam takie rzeczy sama, teraz czasami pracujemy z Adrianem, ale rzeczywiście są to małe ilości i niestety bardzo często musimy odmawiać, bo mamy dosyć dużo swoich prac. Jak dobrze wiesz śluby są ciężkie i pochłaniają bardzo dużo czasu. Jeżeli już nie mówimy o weekendach to mówimy o godzinach spędzonych przy komputerze na obróbce i nie zawsze możemy sobie na to pozwolić. W duecie jednak jest dużo łatwiej i fajniej.

A na sesjach? Wolisz pracować sama, czy jednak lubisz mieć kogoś obok kto Ci pomaga? Kogoś kto przypilnuje, że lampa dobrze świeci itp.
Mam ten problem, że wchodzę w tryb tyrana (śmiech), kogoś rządzącego na sesji – co jest z jednej strony moją dużą zaletą, bo jestem w stanie ogarnąć bardzo duże grupy ludzi na planie i oni się mnie słuchają mimo, że zazwyczaj jestem najmłodsza. Ale z drugiej strony na przykład moi asystenci mają ze mną trudny żywot, bo wchodzę w tryb zdjęć i jestem nakręcona dokładnie na to i tylko to się liczy. Kiedy focę to widzę, że coś się przesuwa i od razu proszę żeby ktoś to poprawił albo sama to robię, bo często pracuję też sama. Czasem nie mam asystenta, czy też Adrian nie może ze mną pojechać. Jestem bardzo uważna, więc widzę detale i zawsze o wszystkim pamiętam. Jestem przygotowana na milion różnych opcji, które mogą się zdarzyć. Zawsze rozrysowuję sobie wszystko co chcę zrobić i dopiero na sam koniec kiedy zostaje pół godziny/godzina wolna to pozwalam sobie na spontan. Wtedy mogę zrobić coś dla siebie, ale wcześniej nie. Taką sobie narzuciłam dyscyplinę i to się sprawdza.

Faktycznie, jest to bardzo trudne, trzeba albo to mieć, albo nad tym ciężko pracować. Mieć oczy naokoło głowy i pilnować czy wszystko idzie jak należy.
Zawsze jest przyjemnie jak ktoś przy mnie jest. Nawet nie chodzi o wsparcie techniczne tylko świadomość, że jest ktoś kto mi pomoże gdyby coś się stało. To mnie uspokaja. Adrian bardzo często mi pomaga kiedy nie mogę sobie poradzić, coś jest za ciężkie, albo mam problem żeby coś wyświecić dokładnie. On jest w tym bardzo dobry więc mogę często na niego liczyć. Wiesz, ja się cały czas też uczę więc każda sesja jest dla mnie lekcją.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Kiedy pracujesz nad swoimi projektami wolisz plener czy jednak studio? A może jest Ci to obojętne?
Hmmm…

Może od razu rozszerzę to pytanie o to czy wolisz światło zastane czy błysk?
No to będzie łatwiej. Wolę światło zastane oczywiście. To jest najpiękniejsze światło jakie istnieje i żadne sztuczne światło błyskowe ani stałe nigdy mu nie dorówna. Jeszcze do niedawna lubiłam dużo bardziej plenery, bo dawały mi dużo swobody, ale w tej chwili współpracuję już ze studiem sensi, które bardzo lubię bo ma bardzo duży wybór wszystkiego czego potrzebuję i ogromną cykloramę. Wcześniej pracowałam w trochę mniejszych studiach co mnie ograniczało. Nie do końca uzyskiwałam to co chciałam.

Kompromisy?
Tak. A teraz po prostu wchodzę i wiem, że mam wszystko co chcę. Lubię w pracy w studiu tą przewidywalność. Mam spokojną głowę, że wiem jaki efekt chcę uzyskać i wiem jak go osiągnąć. Wiesz, z pogodą jest tak, że wychodzisz i nie wiadomo czy nagle nie zajdzie słońce, czy nie wyjdzie zupełnie inny klimat niż byś chciał, albo że nagle nie zamkną miejsca, które sobie wymarzyłeś. To jest właśnie trudne. Robiłam kiedyś zdjęcia w jednej lokalizacji, gdzie dzień przed zdjęciami okazało się, że rozkopują w około całą ulicę więc na zdjęciach za szybą mam panów robotników. To zepsuło mi wiele ujęć i to są właśnie nieprzewidywalne, aczkolwiek ciekawe elementy.

Niektórzy nie zdają sobie sprawy z tego, że przy dużych komercyjnych zdjęciach, tzn. takich gdzie jest modelka, pełna ekipa (stylista, wizażysta, stylista fryzur itd.) kiedy planujemy plener to najczęściej nie ma możliwości żeby tę sesję przesunąć z powodu brzydkiej pogody. Często poważne firmy z dobrym budżetem szukają plenerów za granicą, aby mieć gwarancję dobrej pogody.
Jeżeli masz klienta z budżetem to jeszcze jest ok. Klient to zrozumie i albo możecie wyjechać za granicę , albo przełożyć sesję. Ale jeżeli robisz swoją sesję prywatną… Ja na przykład mam takie ogromne szczęście (i tu buziaki ogromne dla wszystkich moich ekip) pracować z cudownymi ludźmi, którzy przy moich prywatnych projektach tak jak ja wyrażają zgodę żeby pracować za darmo, bo wiedzą, że robimy coś fajnego.

Zwrot „za darmo” warto ubrać w cudzysłów, bo każdy coś jednak z tego ma.
Tak, to jest tak zwane TFP (time for pictures, przyp. Marcin).

Pamiętajmy, że za pracę z Tobą wiele osób dałoby się pokroić.
Zazwyczaj jest to praca za publikację, bo te zdjęcia najczęściej są publikowane w różnych magazynach i właśnie wtedy jest najtrudniej, bo są to ludzie, którzy zazwyczaj pracują normalnie codzienne w swoich branżach i muszą wyłuskać ten jeden dzień specjalnie dla mnie i dobrze wiem, że rezygnują wtedy ze swoich zleceń. Wiesz, kiedy w takiej sytuacji pogoda się zepsuje to jest mi bardzo głupio, bo ktoś specjalnie dla mnie zwolnił się z pracy, przyjechał na przykład do Warszawy i musimy w związku z tym coś wymyślić.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Powiedz dlaczego głównie fotografujesz kobiety?
Ostatnio zadano mi to pytanie na festiwalu Fotocooltura. To jest zabawne, sprawa jest strasznie prosta , a trochę głupio brzmi jak mówię to na głos. Po prostu nie jestem fanką wizerunku mężczyzn jaki się teraz kreuje w fotografii mody. Czyli modela zazwyczaj niestety zniewieściałego, drobniutkiego, szczupłego, wymuskanego, błyszczącego. To nie jest mój typ.

A jaki jest Twój typ?
Ja mężczyzn po prostu lubię jako facetów stu-procentowych. Ubolewam, że teraz większość z nich to „chłopcy”. Nie mówię o nastolatkach, którzy zaczynają w modelingu, bo jestem w stanie to zrozumieć. Robiąc zdjęcia patrzę na facetów trochę jak na kobiety i wychodzi z tego zniewieściały chłopiec, a tego znowuż nie lubię, więc unikam. Czasem trafi mi się przystojny facet, jak na przykład na sesji Me & Mr. Jones. Chłopak miał świetną brodę i fajny charakter, wszystko zgrabnie się udało. Jednak nie jest to moja mocna strona. Dodam jeszcze, że z facetami pracuje się dużo trudniej. Modele są bardziej kapryśni i wymyślają bardziej niż kobiety.

Kiedy przygotowujesz się do sesji szukasz inspiracji czy jesteś chodzącą fabryką pomysłów i masz wszystko zaplanowane na dwa lata do przodu?
Kasia Nosowska powiedziała kiedyś, że jest wielką fanką instytucji zeszytu. Ja mam tak samo. Mam milion notatników, zawsze obiecuję sobie, że ten, który mam jest tym jedynym, ale potem kupuję nowy i we wszystkich mam pozapisywane jakieś kartki. Śmieję się z tego, bo najczęściej są to pomysły na sesje za parę lat, jak będę miała wielki budżet na zdjęcia. Natomiast przed normalną sesją ze standardowym budżetem oczywiście przygotowuję się, przeglądam różne zdjęcia, które są w klimacie takim, jaki chciałabym stworzyć. Aczkolwiek chciałabym tutaj od razu sprecyzować termin inspiracja. Wielu ludzi teraz myli ten termin z plagiatem. Biorą twoje zdjęcia, kopiują je, po czym mówią, że się inspirowali. Absolutnie nie o tym mówię. Czasem oglądam fotografie, czasem jest to film, albo nawet obrazy. To co widzę inspiruje mnie do stworzenia nowej wizji, swojej historii.

Czyli szukasz inspiracji wszędzie, nie wchodzisz na jakieś portale w celu przejrzenia miliona stron, czy też na strony ulubionych fotografów?
Nie, bardzo często inspirują mnie książki. Dużo czytam, więc historie z książek (nawet bohaterów epizodycznych) są fajne i rozwijają się dalej w mojej głowie. Dużo inspiracji czerpię też z filmów, bo są skarbnicą pomysłów.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Aleksandra Zaborowska wywiad

Czy uważasz, że osiągnęłaś już sukces w fotografii?
(Śmiech)

Pamiętajmy, że dla każdego sukcesem jest coś innego. Każdy stawia sobie poprzeczkę na innej wysokości, dla niektórych sukcesem może być zrobienie pierwszego ślubu za 200zł, dla kogoś innego zrobienie dobrego edytorialu nawet za darmo, a dla jeszcze innych będzie to wzięcie 100 tysięcy za sesję. Jak to jest w Twoim przypadku, gdzie jest Twój próg sukcesu?
Miałam próg nazywany przeze mnie progiem luksusu w momencie kiedy stwierdziłam, że potrafię zarabiać i utrzymywać się z tego co kocham robić, czyli po prostu z fotografii. Ten próg osiągnęłam około 2-3 lat temu. Był to dla mnie bardzo ważny moment, bo dał mi swobodę i pewność, że to co robię ma sens. Natomiast od progu sukcesu jestem jeszcze daleko i nie wiem czy kiedykolwiek się tak poczuję, ale jest to bardzo motywujące, bo to mnie pcha do przodu. Moim marzeniem jest wydanie pięknego albumu za kilkadziesiąt lat, to będzie moje spełnienie, ale sukces to chyba za duże słowo żebym się nim posługiwała.

Ale widzisz swoją przyszłość tutaj w Polsce, czy gdybyś miała możliwość to wyjechałabyś np. do Londynu czy Stanów?
Stany mnie zupełnie nie kręcą. Wielu fotografów marzy żeby wyjechać do Nowego Jorku, ale dla mnie nie jest to żadnym spełnieniem marzeń. Za dużo złego o Stanach się nasłuchałam żeby o nich marzyć lub tam żyć. Ciekawi mnie Skandynawia i Hiszpania. Z drugiej strony, może nie nazwałabym tego patriotyzmem, ale lubię Polskę. Mimo, że ma ona swoje wady i słabe strony. Ten rynek dopiero w bólach się tutaj rodzi, ale czuję się tu dobrze i trafiam na masę młodych fajnych ludzi, którzy będą ten rynek tworzyć i ja chcę go tworzyć razem z nimi. To jest super. Powiem szczerze, że chciałabym tutaj mieszkać, żyć i tylko wyjeżdżać raz na jakiś czas. Ale jak poniosą mnie ścieżki, nie mam pojęcia.

Pomijając Twoją opinię na temat sukcesu i patrząc chociażby na liczbę fanów na facebooku, których w tym momencie jest prawie 70 tysięcy to śmiało można powiedzieć, że w oczach tych ludzi sukces odniosłaś. Twoje zdjęcia są uwielbiane. Patrząc na tak dużą grupę ludzi można śmiało przypuszczać, że masz też swoją grupę hejterów. Ludzi, którzy próbują w jakiś sposób umniejszyć temu co stworzyłaś. Jak sobie z nimi radzisz?
Jak na tę liczbę ludzi jest ich niewielu. To mnie cieszy. Nie spotykam się teraz zbyt często z przykrymi komentarzami. Wcześniej było tego dużo więcej. Zwłaszcza kiedy zaczynałam pracować. Swego czasu miałam wywiad dla portalu Szeroki Kadr. Zagląda tam masa fotografów. Po ukazaniu się tego wywiadu zalała mnie lawina syfu i mimo, że jestem twarda i ciężko mnie dotknąć to jednak bardzo mnie to zasmuciło. Nie dlatego, że mnie obrażano, ale dlatego, że ludzie potrafią wymyślać takie głupoty nie mając pojęcia kim jestem, skąd pochodzę, jaka jest moja rodzina. Czytałam, że bogaci rodzice załatwili mi wejście na Filmówkę, kupili mi drogie aparaty, a ja nic nie umiem robić. Kiedy o tym myślę to chce mi się śmiać, bo nie mają pojęcia jak wyglądało moje dzieciństwo itd. To było zderzenie ze ścianą. Wtedy kolega, który kręcił ze mną ten wywiad powiedział „Ola nie przejmuj się, to w ogóle jest nieważne”. Nie wiem jaki mają powód ku temu, przecież nawet mnie na oczy nie widzieli. Mam ten problem, że jestem młoda – to boli wielu fotografów. Wchodzi sobie taki pracujący w zawodzie czterdziestolatek na portal i nagle widzi, że jakaś gówniara robi zlecenia, które on powinien dostawać.

A może jego progiem sukcesu jest robienie zdjęć ślubnych na tle fototapety z wodospadem? Ludzie zamiast robić coś, żeby gonić tę osobę, której zazdroszczą…
Wolą znaleźć sobie wymówkę. To jest lenistwo. Nie chcą się wysilać bo zwalają to wszystko na brak kontaktów. Jest to usprawiedliwianie braku chęci i samozaparcia. Jestem zwolenniczką teorii, wg której jeżeli chcesz coś osiągnąć to możesz to zrobić. Po prostu. Wszystko jesteśmy w stanie osiągnąć jeżeli się uprzemy i będziemy chcieli. Zabolało mnie to dlatego, bo zapieprzam od tylu lat, ciężko pracuję dzień w dzień. Kiedy zaczynałam nie było mowy o wolnych weekendach, robiłam to co kochałam i parłam do przodu, bo było to dla mnie najważniejsze. Myślę, że niektórym brakuje wystarczającej motywacji żeby to robić.

Ludzie zasłaniają się często brakami sprzętowymi. Mówią, że dzięki niemu Twoje zdjęcia wyglądają tak dobrze.
Tak, zwłaszcza, że dużo moich zdjęć było robionych na Nikonie D300s z kitowym obiektywem.

No tak, ale nie bójmy się tego powiedzieć, próbują w ten sposób zrekompensować sobie brak talentu. Szczególnie faceci tak mają. Lubią na przykład…
Długie obiektywy?

Tak. Albo może inaczej, duże obiektywy. Kobiety mają najczęściej inne podejście. Ważne żeby to co mają jakoś robiło zdjęcia i będzie fajnie.
Właśnie. Ludzie mnie często pytają o to, czy widziałam jakiś nowy obiektyw czy aparat, a mnie to kompletnie nie interesuje. Technologia nie jest w moim polu zainteresowania. Wręcz strasznie krępuje mnie fakt, że tyle osób pisze do mnie z prośbą o radę jaki kupić sobie aparat, np. do 2 tysięcy. Ja kompletnie nie wiem, to nie jest moja działka.

 Też mam ten problem z doradzaniem. Kiedyś bardziej się tym interesowałem, teraz staram się nie poświęcać temu czasu i interesuje mnie to tylko wtedy, kiedy faktycznie muszę coś kupić. Szczególnie denerwują pytania o jakąś małpkę na wakacje.
No tak, tego to już w ogóle nie ogarniam. Ale żeby nie było, że jesteśmy tacy straszni i tylko narzekamy na ludzi, to jest też masa ludzi, którzy dają mi wielkie wsparcie i kopa. Miałam ostatnio kilka takich spotkań. Może autorskich to za duże słowo. Po prostu spotykałam się z ludźmi i rozmawialiśmy. Dostaję wtedy taką falę ciepła, że wszyscy hejterzy giną hen hen daleko. Nie zamieniłabym tego za żadne pieniądze świata.

Aleksandra Zaborowska wywiad

Możesz podzielić się jakąś najciekawszą i najbardziej absurdalną plotką jaką usłyszałaś na swój temat? Wybierz jedną, która pierwsza przyjdzie Ci do głowy.
Oj, dużo tego było… Słyszałam, że mój bogaty tata z Rosji kupił mi Leicę.

Poza tym, że spotkaliśmy się dziś na ten wywiad, to robiłaś dziś mi i Natalii zdjęcia na potrzeby egzaminu. Powiesz coś więcej na ten temat?
Jest to projekt, który jeszcze nie ma nazwy. To jest właśnie to o czym rozmawialiśmy wcześniej, czyli robienie na boku rzeczy, które sprawiają Ci radość żeby się nie wypalić i nie utknąć w pracy komercyjnej. Robię to dla siebie i do szkoły. Zapraszam do współpracy pary zakochane w sobie i robię im zdjęcia. Wykonuję je polaroidem SX70 czyli trochę archaicznym sposobem. Daje mi to możliwość zderzenia się z nowym medium. Na co dzień pracuję z modelkami, bardzo dużo pracuję nad retuszem zdjęć, robię wszystko od góry do dołu. A tutaj mam tylko jedną szansę, aby zrobić dobre zdjęcie, które będzie od razu gotowe. Nie mam możliwości zrobienia retuszu i poprawiania go. Daje mi to dużo radości i jest w tym też trochę niespodzianki. Wczoraj rozmawiałam o tym z jedną parą, z którą pracowałam. Przychodzę do obcych ludzi, których nigdy w życiu nie widziałam, a oni mnie traktują jak swoją. Poznałam w ten sposób masę osób i to mi otwiera oczy na nowe doświadczenia. Poza tym obserwowanie dość intymnych chwil osób, które się kochają jest piękne. Wiem, że brzmi to strasznie banalnie, ale tak właśnie jest. Mam nadzieję, że będę to kontynuować.

W takim razie życzę Ci najwyższej możliwej oceny z egzaminu.
Sześć, sześć, sześć!

Mam, nadzieję, że głównie dzięki zdjęciu ze mną i Natalią (śmiech). Dziękuję Ci za wywiad.
Dzięki, całuję wszystkich mocno.


Aleksandra Zaborowska, urodzona w 1991 roku, studentka Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. L.Schillera w Łodzi. Portrecistka oraz zawodowy fotograf mody. Autorka wielu publikacji oraz wystaw. Jej fotografie ukazują się w magazynach modowych oraz fotograficznych nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Miłośniczka klasycznej fotografii, fotografuje średnioformatowymi aparatami analogowymi. Przez lata wypracowała swoją własną, rozpoznawalną estetykę oraz styl. We wrześniu 2013 została uznana przez magazyn fotograficzny Digital Camera Polska za wschodzący talent polskiej fotografii modowej. Jej fotografie są pełne życia, oraz emocji. Więcej na www.aleksandrazaborowska.com

Aleksandra Zaborowska wywiadAleksandra Zaborowska-fot. Adrian Błachut

  • http://www.kasiajedrzejczyk.com Kasia Jędrzejczyk

    Podoba mi się wywiad! Dociekliwe pytania :)
    Pozdrawiam

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail