Canon oficjalnie zaprezentował nową wersję swojego najpopularniejszego pełnoklatkowego świetnie wszystkim znanego aparatu. Tym razem mami nas wizją największej rozdzielczości z dostępnych na rynku aparatów 35mm, czyli aż 50,6MP. Z tej okazji na całym świecie wzrosła liczba rozbojów, kradzieży, handlu organami i przypadków kopulowania ze świnkami skarbonkami. Ale czy tak na prawdę jest się czym podniecać? Co oferuje nam Canon poza rozdmuchaną do granic możliwości matrycą?

Na pewno interesującą opcją okaże się wersja 5Ds R pozbawiona filtra dolnoprzepustowego, dzięki czemu z puszki wyciągniemy jeszcze lepszej jakości zdjęcia. Dużo wcześniej, bo w 2012 roku taką opcję zaproponował Nikon w modelu D800E. Fuji w swoich bezlusterkowcach również od dawna stosuje rozwiązanie pozbawione filtra. Trzeba przyznać, że Canon przespał temat, ale dobrze, że w końcu zrobił krok w tym kierunku. Podoba mi się też opcja przełączania aparatu między trybem pracy w pełnej klatce, oraz z mnożnikami 1,3 i 1,6. Przy tej rozdzielczości matrycy taka funkcja to bardzo dobry pomysł i z pewnością docenią ją wszyscy miłośnicy długich ogniskowych.

Krokiem w tył okazuje się ISO nowych modeli. Stary 5DmIII oferował wartość 102400, w nowych modelach mamy dostępne „jedynie” ISO 12800. Firmy przyzwyczaiły nas do tego, że wraz z nowymi modelami, ISO rozdmuchiwano do większych (często absurdalnych) wartości. Pomijam fakt, że tak wysokie czułości na co dzień przydają się tylko fotografom polującym na celebrytów wychodzących z kibla bez umycia rąk. Ograniczenie czułości od razu nasunęło mi jedną myśl, Canon idzie na ilość a nie jakość. Większa rozdzielczość bez zwiększenia rozmiaru matrycy wiąże się zawsze z pogorszeniem jakości zdjęć. Oczywiście firmy opracowują nowe algorytmy, dorzucają lepsze procesory, które mają poprawić obraz, ale tak gigantyczny skok rozdzielczości musi nieść ze sobą istotne pogorszenie jakości widoczne na wysokich wartościach ISO. Ograniczając je do 12800 Canon uniknął kompromitującego porównania ze starszymi modelami przy których 5Ds wypadłby blado.

Z drugiej strony sam producent pisze, że nowy Canon jest typowym aparatem fotografa reklamowego, któremu zależy na dużych powiększeniach, oddaniu detali itp. Tacy najczęściej pracują ze światłem sztucznym i wspomniane wcześniej ograniczenia nigdy ich nie dotkną. Pomijam fakt, że i tak wybiorą średni format.

Cena szacowana na niecałe 4000$ wydaje się całkiem kusząca i przypuszczam, że niedługo zobaczymy pierwszych „ślubniaków” pracujących na 5Ds. Jasno widać jednak, że jest to aparat przeznaczony do zupełnie innych celów i wydawanie kilkunastu tysięcy na nową zabawkę warto przemyśleć dwa razy. Z ostateczną opinią trzeba oczywiście poczekać do pierwszych testów, ale póki co moja świnka skarbonka może spać spokojnie i nie obawiać się gwałtu. W tym roku wolę poczekać na Fuji X-Pro2.

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail