Chyba nie kocham Londynu

Moja pierwsza przygoda z Londynem miała miejsce w 2008 roku i nie zaliczam jej do szczególnie udanych. Na miejscu się rozchorowałem, moją koleżankę niesłusznie posądzono o kradzież, a samo miasto trochę mnie przytłoczyło. Teraz postanowiłem dać mu szansę na odpokutowanie grzechów. Uzbrojony w nowe życiowe doświadczenia, więcej siwych włosów i nieco więcej funtów w portfelu mogłem podejść do drugiej próby.

Londyn kojarzy mi się z wyrafinowaną kuchnią opartą na occie, frytkach i fasolce, pogodą zmienną jak kurs franka oraz stężeniem Polaków na metr kwadratowy równym stężeniu dwutlenku węgla. Myślałem, że po wizycie w Nowym Jorku z łatwością przyjdzie mi dostosowanie się do wielkomiejskich warunków (bo nie oszukujmy się, Warszawa przy Londynie, to śmieszna miniaturka miasta), niestety nie do końca się udało. Londyńczycy są introwertyczni, zajmują się swoimi sprawami i ciężko liczyć na otwartość z ich strony w stosunku do obcych. A naiwnie myślałem, że Polacy to zamknięty naród. Miasto z pewnością nadrabia architekturą. Urokliwe osiedlowe uliczki, stare kamienice, które znajdujemy na każdym kroku z pewnością przypadną do gustu każdemu fotografowi. Zobaczysz to wszystko jeśli nie straszny Ci ścisk na ulicach i w słynnym londyńskim metrze, które z niewiadomych powodów określa się jako „undeground” a częściowo jeździ nad ziemią, co poradzić… Jazda autem mija się z celem, w korku można stanąć nawet w nocy. Z resztą w dniu powrotu ledwo zdążyliśmy na samolot z powodu zablokowanych ulic. Na szczęście wszelkie mankamenty miasta przesłoniło mi spędzanie czasu z przyjaciółmi i codzienne pijaństwo. Obawiam się jednak, że nigdy nie pokochamy się z Londynem na tyle, żebym za nim tęsknił. Znacznie bardziej przypadł mi do gustu Nowy Jork i gdybym miał decydować gdzie chcę żyć, to z pewnością (z pełną świadomością wad) wybrałbym Stany. Oczywiście przez całą podróż miałem przy sobie wierne Fuji. Codziennie przemierzaliśmy kolejne kilometry, których efektem są poniższe zdjęcia. Tymczasem uciekam ponownie pakować plecak, bo jutro czeka na mnie Barcelona, w której mamy w planach dwie sesje. Stay Tuned! P.S. Jeśli nie chcecie aby nowe wpisy umknęły Waszej uwadze zapiszcie się do newslettera, formularz znajdziecie w bocznym menu. Obiecuję, że nie będziecie żałować ;) P.S. 2 Do powstania niektórych zdjęć przyczyniła się moja niezastąpiona Żona (http://lostintranslation.pl).

london_01 london_02 london_03 london_04 london_05 london_06 Jak dobrze poszukacie, to mnie znajdziecie.london_07 london_08 london_09 london_10 london_11 london_12 london_13 london_14 london_15 london_16 london_17 london_18 Prawie blogerka.london_19 london_20 london_21 Uprzedzając wątpliwości, to nie jestem ja.london_22 london_23 london_24 london_25 london_26 london_27

  • http://www.studio-progresiv.pl Kamil Rumiński

    Subskrypcja włączona:) Bardzo fajne zdjęcia, a co najlepsze, można oglądać w dużym formacie.

  • Adam Kozłowski

    Widzę dużo zdjęć z Canary Wharf :)

  • Jakub Purej

    Bardzo, bardzo fajne zdjęcia, jaram się, choć też nie kocham chyba Londynu (są fajniejsze miasta – choćby Barcelona) :) Pozdrawiam i jaram się Twoimi fotami!! :D

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail