Czy fotograf musi mieć wykształcenie?

Pomysł na ten wpis wpadł mi do głowy jakoś tak mimochodem. Gdyby nie fakt, że zobaczyłem licealistów w przydużych garniturach pod okoliczną szkołą, to pewnie nawet nie wiedziałbym, że właśnie dziś pisali egzamin, który podobno ma wpłynąć na ich przyszłość.

Lata swoje mam, więc maturę pamiętam mgliście, ale mogę z perspektywy czasu powiedzieć nieco na temat tego magicznego egzaminu otwierającego złote wrota wspaniałej przyszłości. Jako, że wg statystyk na fejsie 21% lubiących „ugryzia” jest między 18 a 21 rokiem życia, to być może jakiś maturzysta zajrzy tutaj i dozna oświecenia, które zmieni jego życie.

Ale do rzeczy. Pozwólcie, że oprę się na moich bogatych doświadczeniach. Jako, że za moich czasów gimbo-szkoły jeszcze nie funkcjonowały, to po odbębnieniu 8 klas podstawówki siłą rzeczy poszedłem do szkoły średniej, na końcu której zostałem przyparty do muru maturą, którą wg znawców tematu (czyli rodziców i nauczycieli, a w moim przypadku 2w1) trzeba było zdać, bo inaczej wszystkie te lata odgniatania dupska na drewnianych krzesłach nie miałyby sensu. No to napisałem. Ba! Zaliczyłem nawet polak na pięć i nie musiałem zdawać ustnego! Czasy to były dawne, więc o zdolnych maturzystów, którzy nie chcieli kontynuować kształcenia lubiło upominać się wojsko. Jako, że w zielonym wyglądam nie teges, to musiałem na jakieś tam studia iść. Tak się złożyło, że pod koniec liceum wkręciłem się w fotografię i za namową babki od fizyki (dzięki której jestem tu gdzie jestem, więc pozdrawiam cieplutko jeśli czyta bloga. Pewnie nie czyta…) wybrałem studia fotograficzne. Ale o studiach za chwilę, wróćmy do matury.

W dniu zaliczenia ostatniego egzaminu miałem ze sobą portfolio z moimi ówczesnymi dziełami. Prosto ze szkoły wbiłem się z nim do redakcji lokalnej gazety. Nawet CV ze sobą nie miałem. Powiedziałem, że może by mnie chcieli, bo zdjęcia robię ładne, a oni w gazecie mają brzydkie. Chyba dali się namówić, bo dzień później dostałem telefon z informacją, że zostałem przyjęty. Dostałem pensję, za którą mogłem kupić porsche w skali 1:100, ale miałem robotę! I to w branży, która mnie kręciła i miała być moją przyszłością. Pierwsze co zrobiłem, to wzięcie kredytu na lustrzankę cyfrową (srebrny Canon 300D+18-55). W międzyczasie ogarniałem studia, które generalnie okazały się stratą czasu i pieniędzy.

Pomimo tego, że mam fajne wspomnienia z tego okresu mogę śmiało powiedzieć, że wykształcenie w pracy fotografa nie ma żadnego znaczenia. Jeśli masz talent i zacięcie, to dasz sobie radę bez dziada wmawiającego Ci jaka to cyfra jest zła i że prawdziwe zdjęcia robi się na analogu. Od czasu rozpoczęcia pracy zawodowej o wykształcenie spytano mnie 0 (słownie: zero) razy . Dla moich klientów mógłbym być po podstawówce, a nie miałoby to wpływu na zatrudnienie mnie. Nie chce Ci się uczyć, ale umiesz robić zdjęcia? Odpuść i poświęć czas na praktykę zawodu. Matura to abstrakcja, która w naszych zawodowych realiach nie ma miejsca bytu. Portfolio nie zapełnia się wynikami egzaminów, papierkami o ukończonych kursach i tytułami naukowymi. Wystarczy ciężka praca i talent. Bez talentu nie ryzykuj, bo skończysz karmiąc krokodyle w zoo.

Co daje szkoła fotograficzna? Na pewno motywację i znajomości. Wiedza to szary koniec korzyści. Jeśli nie potrzebujesz dwóch pierwszych, to kasę przeznacz na sprzęt, a to ostatnie zapewni bezpłatnie internet.  Pamiętaj, że to droga, z której trudno zawrócić. Im starsi jesteśmy, tym ciężej wrócić do nauki i jeśli boisz się, że fotografia może nie być Twoim przeznaczeniem, to nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę. Jeśli jednak nie widzisz się za biurkiem w korpo, kochasz dźwięk migawki i szum autofocusa, to nie bój się stawiać na swoim i spełniać marzenia.

P.S. Fotka na górze pochodzi z czasów mojego studiowania w Warszawskiej Szkole Filmowej i przedstawia moją Żonę, która już wtedy się ze mną pałętała z niezniszczalnym Hasselbladem w łapkach, oraz Marcina Falanę, który aktualnie pisuje dla www.fotoblogia.pl.

  • http://ilonajaszczuk.tumblr.com Ilona

    W tym roku piszę maturę i w stu procentach zgadzam się z Pana tekstem. Po wakacjach zamiast iść na studia, planuję wybrać się do szkoły policealnej w Poznaniu, aby zdobyć tytuł technika na kierunku fotograficznym. W międzyczasie myślę też o poszukaniu stażu. Jestem przygotowana na to, że na płatny nie ma co za bardzo liczyć i że z dnia na dzień nie będę rozchwytywaną panią fotograf. Jednak wierzę, że moja determinacja w przyszłości zaowocuje pracą, która będzie również moją pasją. Wszystko małymi kroczkami, ważne żeby się nie poddawać, bo myślę że jest o co walczyć – aparat towarzyszy mi od dziecka, więc czas zabrać się za to już na maksa :) Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ten tekst.

    • http://www.ugryz-fotografie.pl/ Marcin Kontraktewicz

      Wiem, że jestem ciut starszy, ale nie mów „Pan”. To mnie przeraża :D

      • http://ilonajaszczuk.tumblr.com Ilona

        Okej, postaram się już nie straszyć :D

  • http://www.studio-progresiv.pl/ Kamil Rumiński fotograf ślubny

    Marcinie bardzo ciekawy artykuł.
    Mam kilku znajomych po różnych szkołach fotograficznych i rzeczywiście posiadają sporą wiedzę na temat procesów chemicznych czy historii fotografii. Niestety na siłę starają się udowodnić, że dzięki temu lepiej „czują” fotografię niż pozostali „nieprzeszkoleni” fotograficy.

  • http://www.malyobrazek.pl/ Maciej Perek

    Jedną z niewielu korzyści, jakie wyniosłem z fotograficznej szkoły, jest moja żona.

    • http://www.ugryz-fotografie.pl/ Marcin Kontraktewicz

      Czyli jak ktoś nie ma żony, to musi iść do szkoły :)

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail