Jak się zabezpieczać, czyli backup zdjęć po mojemu

Awaria sprzętu, nieszczęśliwy wypadek, czy po prostu głupota. Niezależnie od przyczyny cały czas jesteśmy narażeni na utratę cennych danych. Pal licho zdjęcia, na których uwieczniłeś sikającego menela pod Pałacem Kultury. Gorzej gdy stracisz zdjęcia nie do odtworzenia, a ich utraty nie zrekompensują żadne pieniądze. Wtedy masz przesrane.

Notorycznie poraża mnie podejście ludzi do tematu bezpieczeństwa. Nie mówię tu tylko o zdjęciach i danych, ale o ogólnym zjawisku, które można zatytułować „mnie to nie dotyczy”. Naokoło nas czyha tona niebezpieczeństw, które „na pewno nam się nie przydarzą”. A jednak! Jakimś cudem ludzie notorycznie są okradani, potrącani przez auta, chorują i… (w tym kontekście jakby najmniej istotne) tracą swoje cenne dane. Nie ważne, czy jesteś domorosłym fotografem-amatorem i na co dzień kręci Cię robienie zdjęć kotleta z surówką konsumowanego (rozgniatanego?) przez Twoją pociechę, czy też robisz komercję za dużą kasę. Problem dotyczy Cię w takim samym stopniu. Jeśli nigdy go nie doświadczyłeś, to może czas zapobiec nieuchronnemu, bo nie ma sprzętu niezawodnego, a każdy dysk i karta pamięci żyją aż do śmierci, która następuje gwałtownie i bez uprzedniego wysłania save the date.

Też na początku byłem lekkoduchem nie martwiącym się takimi banałami jak potencjalna utrata danych. Oczywiście w ciągu ponad 10 lat pracy w zawodzie nie raz z tego powodu miałem stan przedzawałowy. O dziwo zawsze jakoś ratowałem sytuację. Nauczony doświadczeniem postanowiłem, że zrobię wszystko co mogę, aby zminimalizować ryzyko utraty zdjęć. Tym bardziej, że większość mojej pracy stanowią śluby, a w ich przypadku nie ma mowy o jakimkolwiek wytłumaczeniu naszej wpadki. Opowiem Wam w kilku krokach jak wygląda proces zabezpieczania zdjęć w moim (dość rozbudowanym) wykonaniu właśnie w kontekście pracy na ślubach.

Krok 1 – Fotografowanie
To niestety nadal pięta achillesowa wielu fotografów. Nie wszyscy dorobili się aparatów, które mają możliwość zapisu na 2 niezależnych kartach pamięci. W takiej sytuacji najważniejsze to:
– używanie wielu mniejszych kart zamiast jednej dużej, na której pracujemy cały dzień. W ten sposób nawet gdy jedna z kart ulegnie awarii (a jest to elektronika bardzo wrażliwa na wszelkie czynniki zewnętrzne), to nadal na pozostałych kartach mamy zdjęcia i chociaż częściowo uratuje nam to dupę. Sam uwielbiam karty SanDisk Extreme o pojemności 8-16GB, nigdy się na nich nie zawiodłem w przeciwieństwie do Kingstona.
– praca na 2 aparatach – jeśli nie pracujesz w duecie, to praca na jednym body to proszenie się o problemy. Nawet jeśli drugi aparat to budżetowa lustrzanka z plastikowym obiektywem, to dobrze jest mieć ją przy sobie i dla własnego bezpieczeństwa robić zdjęcia na obu. Z resztą jako miłośnik stałek nie wyobrażam sobie pracy na jednym aparacie i u mnie jest to standard również ze względu na komfort i różnorodność ujęć.

Krok 2 – Zgrywanie
Słyszałem kiedyś o przypadku uszkodzenia karty podczas zgrywania zdjęć przez wadliwy czytnik kart. Odradzam wszelkie budżetowe konstrukcje, bo dobry czytnik to nie jest duży wydatek, a z pewnością będzie to inwestycja na kilka lat. Sam używam Lexara z wejściami na karty SD i CF (oczywiście USB 3.0).
Zdjęcia zgrywam na dwa dyski połączone w RAID 1. Jako, że lubię dyski WD, to właśnie takowe siedzą u mnie w komputerze (wersje Black 3TB, mega szybkie, ale drogie i nieco głośne).
Czym jest RAID? Najprościej rzecz ujmując jest to sposób połączenia ze sobą dysków w taki sposób, aby współdziałały ze sobą na określonych zasadach (są różne rodzaje RAID i każdy określany jest cyfrą, więcej tutaj). W moim przypadku jest to połączenie dysków w taki sposób, aby na obu znajdowały się identyczne dane (w komputerze widzimy je jako jeden dysk). W ten sposób w przypadku awarii jednego z nich drugi powinien nadal działać i zabezpieczyć nasze dane. Wystarczy wtedy wymienić wadliwy dysk na nowy i możemy pracować dalej.

Krok 3 – Import i Export
Od razu po zgraniu zdjęć importuję je do Lightrooma i exportuję do formatu DNG z ustawieniami:
export-lr
W ten sposób przygotowuję zdjęcia do wysłania w chmurę, która stanowi kolejne zabezpieczenie. Skąd takie ustawienia? Format DNG w takiej konfiguracji  to po prostu RAW okrojony z wszelkich zbędnych danych. Dzięki temu z pliku o wadze 19MB mam RAWa ważącego około 3MB. Przy wysyłaniu kilku tysięcy plików na zewnętrzny serwer ma to gigantyczne znaczenie, a plik nadal ma wszystkie właściwości oryginału i w ostateczności nada się do ratowania tyłka.

Krok 4 – Chmurka
Od jakiegoś czasu korzystam z Amazon Cloud Drive w wersji Unlimited Everything. Koszt to niecałe 60$/rok, czyli 5 dolców na miesiąc. Można powiedzieć, że prawie za darmo. Co otrzymujemy w zamian? Nieograniczoną przestrzeń dyskową w chmurze. I to nas interesuje najbardziej. Minusy? Do wyboru słaby interface w przeglądarce, lub toporna aplikacja do wysyłania plików (polecam przeglądarkę). Ograniczenie wielkości pojedynczego pliku do 2GB i możliwość pobrania (nie mylcie z wysyłaniem) maksymalnie 5GB ( lub 1000 plików) za jednym razem (trzeba pobierać partiami). Przy zdjęciach ograniczenia nie są zbyt odczuwalne, ale gdybym zajmował się filmowaniem, to pewnie mogłyby mnie frustrować. Nie zmienia to jednak faktu, że chmura jest dla mnie ostatnią linią ratunku i wspomniane minusy na pewno nie będą dla mnie tak istotne jeśli moje zdjęcia będą bezpieczne nawet gdy moje mieszkanie zostanie zniszczone przez Godzillę.

Krok 5 – Backup dodatkowy
Znacie Backblaze? Ja też do niedawna nie znałem. To malutka aplikacja, która na bieżąco przesyła na swój serwer nasze pliki (oczywiście możemy określić, które dyski mają być kopiowane). Apka działa bez naszego udziału i poza zdjęciami może zabezpieczyć także całą zawartość komputera. Do danych mamy dostęp z komputera, smartfona, czy tabletu, więc nawet na końcu świata (o ile jest tam Wi-Fi) możemy dobrać się do swoich danych. Poza tym jest to narzędzie tylko i wyłącznie służące zabezpieczeniu danych. Nie działa jednak jak typowa chmura. Jeśli chcemy zgrać jakieś pliki musimy wybrać, czy mają być one spakowane w formie ZIPa, wysłane na PenDrive (co kosztuje 99$), lub też na dysku twardym (189$). Następnie klikamy Restore i wybrane dane są do nas wysyłane w odpowiedni sposób. Wielkim plusem jest, to że Backblaze ma też możliwość przywrócenia plików w oparciu o historię zmian. Jeśli przez przypadek napsociliśmy w swoich danych, to możemy „cofnąć się w czasie” i odzyskać pliki. Cena? 5$/m-c lub 50$/rok. Znów niewiele, a śpi się lepiej.
Minusy? Zanim program wyśle nasze wszystkie dane na swoje serwery może minąć nawet kilka miesięcy. W przypadku chęci odzyskania dużych plików musimy dopłacać za nośniki (nadal taniej niż odzyskiwanie danych). Niektórzy pewnie zapytają też o prywatność i bezpieczeństwo plików na cudzych serwerach. Ja pogodziłem się z faktem, że nie mogę wszystkiego trzymać pod łóżkiem i umiem z tym żyć.

Krok 6 – Gotowy materiał
Zdjęcia, które zostały już oddane klientowi wysyłam na dysk WD MyCloud, do którego mam dostęp przez sieć w mieszkaniu i niezależnie od komputera, na którym pracuję mogę ich bez problemu używać. Poza tym nagrywam archiwum na płytach BluRay zawsze na koniec sezonu, ale od tego roku przeniosę ten zwyczaj w chmurę.

To już chyba wszystko. W ten sposób mam praktycznie 100% pewności, że żadne zdjęcia nie zostaną utracone i żaden klient nie będzie musiał ganiać mnie z shotgunem po osiedlu. Może wydaje się to skomplikowane, ale szybko łapie się nawyk i te wszystkie kroki zajmują niewiele czasu. Jeśli macie swoje patenty na zabezpieczanie zdjęć, albo (niestety) mieliście kiedyś wpadkę, to nie wahajcie się pisać w komentarzach.
Warto też dodać, że żadna z wymienionych firm nie „sponsorowała” wpisu. Oparłem go na własnych subiektywnych doświadczeniach i oszczędźcie sobie pisanie, że np. SanDisk, czy WD są do dupy, bo każdy sprzęt potrafi się zepsuć i nigdy nie wiemy kiedy to nastąpi.

  • Krzysztof Gardulski

    Witam. Pytanie zasadnicze i dość trywialne, w jakiej postaci zdjęcia wysyłasz np. do dysku WD MyCloud. Wiem że wspomniałeś już że o plikach DNG ale one tez warzą dość sporo niż jpg bo pewnie w takim rodzaju plków oddajesz klientom zdjecia

  • davyjohn

    Nie pracuję z fotografią zawodowo, więc odpuściłem sobie temat RAID. Natomiast również korzystam z WD (My Passport) oraz Amazonowego Unlimited (pozwoliłem sobie jednak na pozostawianie wszystkiego w RAWach, bez zmiany na dng, bo rocznie robię 5-6 tysięcy zdjęć, więc upload trwa chwilę).

Subskrybuj bloga

Wprowadź swój email aby otrzymywać powiadomienia o nowych wpisach.

Social
  • Instagram
  • Mail